Chatul – koty izraelskie

Jedno z pierwszych skojarzeń z Izraelem, to koty. Koty (hebr. חתול ‚chatul’ – ‚kot’) w tym niewielkim kraju są wszechobecne. Spotkać je można na chodnikach, na plaży, pomiędzy stolikami w ulicznych lokalach i na podwórkach. To widok tak powszechny, a zarazem wciąż fascynujący dla przybysza z zewnątrz. Jednego z nich, rudego kocura, spotykaliśmy każdego dnia na balkonie naszego mieszkania w Ejlacie, rozpostartego wygodnie w fotelu. Przychodził, wypoczywał i znikał. Czasem też odzywał się do nas, chociaż brzmiało to jak stwierdzenie, „O, jesteście…”. A było to trzecie piętro!

Izraelskie koty są bardzo towarzyskie, chętnie podchodzą do ludzi i wręcz domagają się pieszczot. Wystarczy przysiąść na chwilę, a zaraz obok zobaczycie kota. Nie należą do kogoś, nie są niczyją własnością. Żyją obok ludzi. I przez ludzi są szanowane, a na ulicach spotkać można regularnie napełniane miski z suchą karmą i przede wszystkim wodą.

Koty do ówczesnej Palestyny sprowadzili Brytyjczycy w XIX wieku, aby uporać się z plagą myszy i szczurów. Zwierzęta szybko zadomowiły się w nowym miejscu, a ich populacja szybko się powiększała. Szacuje się, że dzisiaj w Izraelu żyją dwa miliony kotów w stosunku do nieco ponad ośmiu milionów ludzi. Na koszt państwa są kastrowane i szczepione, a następnie wypuszczane w tych samych miejscach, skąd były zabrane.

W publicznej dyskusji pojawiają się wprawdzie nieliczne głosy, zwracające uwagę na możliwy wpływ takiej ilości zwierząt na lokalny ekosystem. Zwłaszcza, że koty mają w Izraelu status zwierząt dzikich, a więc nie są przyjmowane do schronisk. Kilka lat temu pojawił się nawet kuriozalny pomysł, aby koty nie były kastrowane, ale wyłapywane i odsyłane do państw chcących je przyjąć za odpowiednią opłatą.

Jednak Izrael bez kociej społeczności współistniejącej obok ludzkiej, chyba nie byłby już taki sam.

 


Dodaj komentarz