Hasz – danie nie dla wszystkich

Podczas drogi na górę Aragac nasz kierowca stwierdził, że w stacji meteorologicznej w pobliżu szczytu powinniśmy spróbować haszu. Dodając przy tym: „dobrze wam zrobi na tej wysokości”. Konsternacja. Haszu…? Pierwsze skojarzenie było jednoznaczne, ale o ile dobrze pamiętałem, narkotyki są nielegalne w Armenii. Kierowca musiał być również nieco zaskoczony naszą reakcją, bo hasz… to tradycyjna ormiańska zupa pasterska.

Zupa ta jest dosyć specyficzna, a jej smak nie wszystkim odpowiada. To wywar z kawałka nogi baraniej lub wołowej, czasem wieprzowej, który gotowany jest do kilkunastu godzin. Woda podczas przygotowywania posiłku zmieniana jest kilkakrotnie po zagotowaniu, a dopiero ostatnia zmiana staje się właściwym wywarem.

Podanie tego dania to też pewien rytuał. W ogrzanych naczyniach otrzymujemy hasz z zanurzonym kawałkiem mięsa, przypominającym naszą golonkę, który wyjmujemy, solimy i zawijamy w świeży lawasz, a następnie odkładamy na bok. Do wywaru, który również obficie solimy, dokładamy dużo zgniecionego czosnku i pokruszony, wysuszony lawasz. Po zamieszaniu otrzymujemy bardzo gęstą zupę, a jej konsystencja powinna przypominać papkę. Po jej zjedzeniu, wracamy do odłożonego wcześniej mięsa, które powinno naciągnąć już wtedy solą. Do tego posiłku często podawane są kiszone warzywa, najczęściej ogórki, okra i biała rzodkiew. Obowiązkowo rozlewana jest też lokalna wódka.

Posiłek ten ma dość oryginalny smak, moim towarzyszom podróży zdecydowanie nie odpowiadał i szybko z niego zrezygnowali. Ja dojadłem go do końca, chociaż szczerze mówiąc, sam byłem tym zdziwiony. Widocznie wysokość 3200 m n. p. m. zmienia apetyt…


Dodaj komentarz